wtorek, 27 października 2009

Z archiwum polskiego designu

Doszłam do wniosku, że mam w biurze negatywne feng shui (whatever) i przez to nic nie robię, więc posprzątałam. Wykradłam duże ilości materiałów papierniczych pochodzących z lat 70. i zachwycających designem (kalki, pudełka na kalki, zeszyty), a także znalazłam te oto ulotki. Dziwny, nie wyglądający na zbyt dobrze skomunikowanego z rzeczywistością człowiek przebrany za Indianina wyłazi z płomieni. Człowiek przebrany za pluszowy kasownik (WTF?!) macha do mnie wesoło z jakiegoś ugoru ozdobionego bryłą betonu. Idę zażyć nieco trucizny.

poniedziałek, 26 października 2009

Opowieści z chłodni

Dzisiaj prezentuję pierwsze ćwiczenie ze współpracy z Danielem, czyli komiks promocyjny filmu "Opowieści z chłodni". Na podstawie 40 stron scenariusza Grzegorza Jaroszuka zrobiłam storyboard na dwie plansze, następnie Daniel właściwie skomponował wnętrze kadrów i naszkicował je ołówkiem, tusz i kolory są moje. Nie było łatwo, ale trzeba pracować nad swoim ohydnym charakterem.
Tutaj plansza 1/2.



Tymczasem moje ciemne oblicze niespełnionej opiniotwórczej dziennikarki możecie podziwiać na



Innym tymczasem zapisuję do notesu kolejne pomysły i nic nie robię. A powinnam!

poniedziałek, 19 października 2009

Bum Bum Tedeum

Z dumą przedstawiam pierwszy komiks o Danielu i o mnie. Wykonanie go zajęło mi jedyne półtora miesiąca. Wynika to z tego, że szczęśliwe życie rodzinne niezwykle mnie rozleniwiło i zmęczyło (popisywanie się dzień w dzień domowymi obiadami jest energochłonne), na szczęście od czwartku doznaję dzikich napadów inspiracji kilka razy dziennie. Najwyraźniej jesienna deprecha przekształca się powoli w manię. Poza tym, pod surowym okiem Daniela nieco wstyd mi rysować/kolorować niechlujnie, więc bardzo się staram i długo to trwa.
Daniel wygląda nieco mniej jak mój dziadko-Konwicki, za to jest niezwykle prosty i małomówny, czyli odwrotnie niż w życiu.
Tak więc oglądajcie sobie komiksik, a sto tysięcy kolejnych projektów nadchodzi.

piątek, 9 października 2009

Cztery noce z chłodnią

Po tygodniu spania po 3-4 godziny na dobę, spóźniania się codziennie do pracy i oceanie żalu i pretensji do świata, którego falami od kilku dni zalewałam Daniela, wreszcie skończyłam olśniewający, unikatowy projekt dla Grzegorza Jaroszuka. Mówię "skończyłam", bo myślę po polsku, ale właściwie powinno być "skończyliśmy". Dziękuję.
Dzisiaj dwa zdjęcia, szczegóły w przyszłym tygodniu.

Moja paleta




Dłoń rysownika

wtorek, 6 października 2009

Wspomnienie

Ponieważ film za długo by się ładował, wrzucam linka do reportażu z sierpniowej akcji MPO, o której już pisałam.
MIEJSKA PARTYZANTKA OGRODNICZA, WRÓBEL X 2, WONDER, CHMIELEWSKI, KĄDZIELA, PIES
Jestem zadziwiona własnym słowotokiem (nadal), co jeszcze dziwniejsze, mówię całkiem wyraźnie. Ale i tak najkorzystniej wypadł pies. Mój pies. Ten pies.
Przy okazji: jak to się stało, że lato podejrzanie szybko minęło? Dzień akcji wydaje mi się niezbyt odległy, jestem sobie w sukience, japonkach i na lekkim rauszu, a teraz chodzę w wełnianym płaszczu i obrastam zimowym tłuszczem. Sposób, w jaki płynie czas, kiedy ma się zbyt wiele do zrobienia w kilka tygodni, nie przestaje mnie zadziwiać.

poniedziałek, 5 października 2009

MFK 2009 - fotorelacja

Witam witam, wróciło się z Łodzi i się wrzuci parę zdjęć. Większość zrobił Daniel, mi się jak zwykle nie chciało.


Wyruszamy do Łodzi z Kasią i Arczem. Nie wiemy jeszcze, że ta przejażdżka zajmie nam ponad trzy godziny, że kanapki się skończą, tajemnicza rura urwie (się) i że zapadnie zmrok. Tym niemniej, dziękujemy!






Po przyjeździe i zalogowaniu się w Tanich Noclegach Syrena (polecamy - jest tanio, jest ciepło, a poza tym obsługa troszczy się niezwykle o moralność gości i nieoszukiwanie pod natryskami-ale-ja-i-Daniel-przechytrzyliśmy-system-ahahahahaha) udaliśmy się niezwłocznie do Łodzi Kaliskiej, gdzie wszyscy już byli, a jeszcze więcej wszystkich dotarło w trakcie wieczoru i nocy. Były tańce i ładowanie, były komiksiki i długie, mętne rozmowy. Oficjalne podziękowania dla Jaszcza za ocalenie autorskiego egzemplarza "Skina". Kochamy Ciebie.


Następnego dnia, lekko tylko zważeni po powrocie o piątej do Syreny, za to ożywieni porannym przybyciem Wondera z kanapkami i dużą dozą ironii, udaliśmy się na festiwal, kupiliśmy więcej komiksików niż może się zmieścić na flocie zjednoczonych regałów na książki, po czym nieco utknęło mi się na stoisku Dolnej Półki, gdzie w rekordowo wolnym tempie rozdałam kilka autografów. A potem było obiad w lokalu Sioux, który zgodnie postanowiliśmy zniszczyć za pomocą naszych opiniotwórczych blogów (najbardziej postanowił to Gonzo). Czekaliśmy na jedzenie nieprawdopodobnie długo (a lokal był pusty), porcje były małe, żeberka Przemka składały się z żeberek, frytki zimne, a poproszony o rachunek kelner przepadł na kolejne kwadranse. Tomek Pstrągowski nie dostał faktury, bo nie było managera. Nas tam nie chce być. I was też nie. Pamiętajcie.


Przed wieczorną imprezą postanowiliśmy nieco zrelaksować się w hostelu oraz zrobić się na bóstwo. Wonder niestety okazał się wyjątkowo krnąbrny i odrzucił propozycję wiązania, makijażu i prostowania włosów. Ufny we własne siły i moc kapsla "Ochota na mnie", dokonał tego wieczoru wielu magicznych sztuk.


Tutaj walczy w wyborach Miss Festiwalu. Zdjęć dokumentujących inne dokonania, między innymi wizytę w kebabie, przez grzeczność nie opublikuję.


Oto ja, jak zwykle pogodna i szczęśliwa (chociaż podobno zdarza mi się być dostrzegalnie zadowoloną z życia w ostatnich tygodniach). Przy okazji nadmienię, że o ile towarzysko festiwal był fantastyczny, to nie bardzo podobało mi się w Wytwórni, gdzie przez większość czasu było za głośno, żeby spokojnie porozmawiać, miejsc siedzących niewiele, za to wielkie kolejki po piwo (przez pierwsze godziny) i zero jedzenia (kiedy już zgłodniałam). Do tego wszystkiego powierzchnia była ogromna i całe towarzystwo rozlazło się między lodowatym korytarzem dla palaczy, wspomnianymi kolejkami, podziemiami, koncertem itp. Dużo bardziej podobał mi się swojski ścisk w Łodzi Kaliskiej, do której ostatecznie próbowaliśmy przenieść imprezę za pomocą wyścigu rikszami, ale o czwartej rano riksz już nie było, a do Łodzi nas nie wpuszczono. Skończyło się więc bełkotaniem w kebabie.


A tutaj również znany z wesołego usposobienia Daniel.


Łukasz Babiel przy pracy nad tradycyjnym już festiwalowym dziełem zbiorczym, spoczywającym obecnie w tajnych archiwach. Przy okazji, zastanawiam się, jak się czuli ludzie, którzy w ramach Dnia Darmowego Komiksu dostali na stoisku Timofa "Muchy" z elegancką okładką KRLa, a potem zajrzeli do środka.


W niedzielę miło było wstać po trzech godzinach snu i ponownie poczołgać się pod ŁDK. W czasie całego festiwalu udało mi się utrzymać wysoką formę i za wszelką cenę unikać spotkań, warsztatów i prelekcji, skusiłam się jednak na prowadzoną przez Macieja rozmowę z Surpiko, którego znam z Digartu, a teraz mam także przyjemność znać osobiście. Przemek narysował nam bardzo eleganckiego i dystyngowanego Hmmmarlowe'a, a ja wieczorem zaczęłam czytać sam komiks, i tak mi się podobał, że przerwałam po trzech stronach, żeby starczyło na dłużej. Jeżeli chodzi o zakupy, polecam też "Łaumę" z zachwycającą wydrą, "Rogala Egejsona", którego przeczytałam do poduszki, a także "Cyrkielnię", z której na razie widziałam tylko plakat "Piłatów", bo za każdym razem otwieram na nim, śmieję się i śmieję, po czym nie mam już siły sprawdzać, co jest dalej. Polecam też "Skina". Fantastyczny skład i liternictwo. Reszta nabytków czeka w kolejce do lektury.



Łukasz "Arcz" Mazur, redaktor "Kolorowych Zeszytów" próbował udowodnić nam, że Kuba Oleksak istnieje. Jednak jak dowodzi to zdjęcie, sam nie jest o tym do końca przekonany.


Na koniec podziękowania dla pozostałych członków Fantastic Four z Syreny. Mam nadzieję, że w tym samym składzie uda nam się przepić i zdissować jeszcze niejeden festiwal.

Komplementarna relacja nastąpi na blogu Daniela, spodziewajcie się setek tysięcy słów i zupełni unikatowych fotografii.

czwartek, 1 października 2009

Pojedziemy na Łódź, na Łódź, towarzyszu mój

Ponieważ wszystkie blogi i serwisy komiksowe opisują, co warto zrobić i zobaczyć w Łodzi w ten weekend, czuję się w obowiązku dołączyć do tej litanii. Zamierzam zobaczyć bar z piwem, a wam z kolei polecam moją nową fryzurę. Dawno takiej nie widzieliście, zaręczam.

Ale to jutro. Dzisiaj na zachętę wrzucam dwie z trzech plansz, które znalazły się w "Kolektywie" i zostały surowo zrecenzowane na Motywie Drogi. Zaprojektowałam właśnie unikatową linię autografów, które skłonna jestem wykonać w tym numerze komukolwiek chętnemu.

Teraz jeszcze kilka spraw do załatwienia, takich jak gotowanie obiadu, pogrzeb chomika, zebranie, pakowanie walizki, pielęgnowanie związku, niezaspanie na samochód o 14 i widzimy się na Piotrkowskiej. A w poniedziałek zapraszam na fotorelację na miarę skromnych możliwości jedynego aparatu w naszym domowym kombinacie do niszczenia sprzętu elektrycznego.