poniedziałek, 26 lipca 2010

Powstanie Warszawskie - gra

Zbliża się rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego i jak co roku skłania mnie to do refleksji na temat wartości życia szarego człowieka i pamięci o nim. Tym razem doskonałym wehikułem okazała się gra "Mali powstańcy", wydana przez Egmont. Jedna z największych polskich katastrof w mniemaniu twórców doskonale nadaje się na wesołą grę planszową dla całej rodziny. Nie zaglądałam do środka, ale zastanawiam się, jak to wygląda: czy autorzy raczyli zaznaczyć, że miasto płonie, ludność cywilna jest systematycznie mordowana, a harcerze i żołnierze AK masami giną, czy też Powstanie jest przedstawione w obowiązującym ostatnio tonie letniej przygody dla morowych panien i równie pogodnych chłopców, z pominięciem wszelkich drastycznych szczegółów? Nie wiem, ja nie grałabym w taką grę z moimi przyszłymi dziećmi, podobnie jak nie zachwyciłaby mnie kolorowa planszówka o Oświęcimiu czy alianckich nalotach na Drezno. Niezależnie od tego, jak ocenia się powstanie, i co się z nim wyprawia w kulturze masowej (Hardkor 44), to nie jest dla mnie nośnik rozrywki.

Dla lepszego zobrazowania mojego bezgranicznego oburzenia wymyśliłam kilka pól, które mogłyby znaleźć się na planszy.

1. Bomby spadają na dom twojej rodziny. Szukasz rodziców. Tracisz kolejkę.
2. Udaje ci się odkopać kilku zasypanych. W nagrodę rzucasz dwa razy.
3. Zabija cię niemiecki żołnierz. Wracasz na pole START.
4. Płonie Stare Miasto. Gapisz się jak cielę na malowane wrota. Tracisz kolejkę.
5. Granat rozrywa twojego najlepszego przyjaciela. Musisz jednak dostarczyć pocztę! Rzucasz dwa razy.
6. Masakra Woli. 65 000 ludzi ginie, ale tobie udaje się przemknąć. Przenosisz się na pole OCHOTA.
7. Niemcy wypędzają cywilów z miasta. Wracasz na początek planszy.

To tyle, jeżeli chodzi o tegoroczne obchody rocznicy.

28 komentarzy:

  1. Wymienię dwie karty z Grotem i Kuczerą na kartę z Hitlerem albo Borem Komorowskim.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najważniejsze to mieć wybór. Póki co wybór mają świadomi. Czyli jak wiesz, że była rzeź Woli, spacerujesz dajmy na to taką ul. Wolską i okazuje się , że w adresach domów jest wyrwa na kilkadziesiąt numerów, a te kilkadziesiąt numerów ...to kamienice pełne rodzin zostawionych przez dowódców tego fajowego powstania gdzieś za barykadami, samym sobie, i możesz w którymś momencie pokazać dziecku ocb to jest git. Szkoda, że dziś musisz robić na własną rękę. Z kolei w bardzo nowoczesnym i lubianym przez nas skądinąd MPW wszystko jest takie nierealnie superowe.
    I ci co przyjadą i zwiedzą tylko to miejsce, kupią sobie oryginalną torbę na ramię a`la mały kurier, tiszert z wzorem Sasnala, a dla dzieciaka grę, nie bardzo to czują. Dyskurs dotąd był taki trochę jednotorowy. Nazwiska na ścianie... nie wiem ile osób przechodzi bezrefleksyjnie bo ich to nie dotyczy, bo to nie ich dziadek, czy babcia mogą tam być wymienieni, chyba słabo się sprawdzają jako sposób unaocznienia liczby ofiar. Ale może "Miasto ruin" będzie małym kroczkiem stwarzającym taką alternatywę.

    OdpowiedzUsuń
  3. No dobrze, ale to efekt skali jaki chcą uzyskać organizatorzy, aby poinformować społeczeństwo o Powstaniu Warszawskim. Inaczej sprzedanie tego produktu historycznego masom byłoby nierealne.. Marketing historyczny...
    Pytanie czy chcemy uzyskać:
    a) 1% świadomej inteligencji i 99% bezładnej masy - to bez zabiegów uświadamiających,
    czy też
    b) 1% zbulwersowanej świadomej inteligencji, 10% ukształtowanej coś tam coś tam świadomej masy i 89% bezładnej masy - to przy zastosowaniu popkulturowych mechanizmów odurzających...

    OdpowiedzUsuń
  4. "Tapuję krematorium - dostaję dwa punkty czarnej many."
    To najbardziej makabryczny komentarz, jaki kiedykolwiek napisałem. Jesteś z siebie zadowolona?

    OdpowiedzUsuń
  5. Produkt historyczny? O to mi właśnie chodzi, to nie jest produkt.
    Wolę obiektywną wizję zdarzeń, a jak się nie da, to dwie równoprawne dyskursy, a nie że mi się buduje muzeum-laurkę w środku miasta za pieniądze z budżetu.
    A w ogóle to nie przemawia do mnie idea "mniejszego zła", czyli mas karmionych uproszczoną papką.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak oczywiście dzieci trzeba uczyć historii na baczność opisując szczegółowo procedury mordów i gwałtów bo "taka jest historyczna prawda". Życzę powodzenia.

    A po drugie komentowanie czegoś bez zapoznania się z zawartością i jedynie snując domysły jest... głupie? bezcelowe?

    Też mógłbym obrazić autorkę tego bloga na podstawie wyglądu strony. Byłby to ten sam poziom komunikatu co ta notka. Tylko po co? żeby nadmuchac swoje ego? Rozładowac frustrację? Trochę to bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem miłym "Gościem" :).

    Komentowanie czegoś bez zapoznania się z zawartością jest trochę nie na miejscu, ale Pani negatywny odbiór gry wynika chyba z czegoś innego - z braku wiedzy na temat gier planszowych :).

    Dzisiejsze gry planszowe naprawdę potrafią nie tylko bawić (nie tylko dzieci), ale też uczyć. Pisze Pani, że gra nie jest dobrym nośnikiem takiego tematu. Co więc jest? Film? Film jest dzisiaj uważany za sztukę, a swoje początki miał w budkach cyrkowych, gdzie był wyświetlany dla pospólstwa jako tania rozrywka. Rozumiem, że znajomość przez Panią gier planszowych ogranicza się do Scrabble, Monopoly i Chińczyka? ;) Nic w tym złego, ale to tak ja bym oceniał wszystkie filmy z perspektywy Świata Według Kiepskich, czy Gulczas jak Myślisz. Nie jest to sprawiedliwe.

    Pisze Pani, że nie przemawia do Pani idea "mniejszego zła". Na 100% mogę stwierdzić, że jest Pani w tym momencie hipokrytką, gdyż każdego dnia podejmuje Pani setki decyzji pomiędzy mniejszych, a większym złem :). Jeżeli teraz można przekazać młodzieży pewną dozę informacji w postaci gry planszowej lub obrazić się na ich głupotę/ignorancję i nie przekazywać w ogóle tej wiedzy to ja wybieram pierwszy sposób :).

    Nie będę Pani zmuszał do zagrania w grę, ale szczerze zachęcam do przejrzenia chociaż strony poświęconej tworzeniu tej gry: http://malipowstancy44.blogspot.com/

    Jeżeli ma Pani ochotę to zapraszam także do lektury artykułu na temat gier, które mają wzbudzić w nas prawdziwe emocje i zmusić do zadumy. Tutaj w oryginale: http://www.escapistmagazine.com/articles/view/conferences/tgc_2009/6021-TGC-2009-How-a-Board-Game-Can-Make-You-Cry
    Tutaj natomiast po polsku: http://www.gamesfanatic.pl/2009/05/11/emocje-przy-planszy/

    Życzę miłego dnia. Gość. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Gościem, tym drugim. Zwłaszcza Ty Olga (wybacz, że po imieniu, ale jest mi łatwiej), jako twórczyni komiksów (kulturoznawca - czytam z profilu bloggera) powinnaś rozumieć, że nie tylko książka, film, ale inne media są dobre do przekazywania wiedzy w tym przypadku historycznej.
    Kilkadziesiąt lat temu pewnie znalazły by się podobne opinie na temat "historyjki obrazkowej" o obozach zagłady. Słusznie? Wg mnie nie :)

    Drugi Gościu: Olga zna na pewno jeszcze Jungle Speed (czytam Twojego bloga), więc nie jest tak źle ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Również zgadzam się z Gościem. Nie ma sensu oceniać gry bez zagrania. A współczesne gry mają dużo ciekawsze machaniki niż "rzuć kostką, rusz pionka, wylosuj wydarzenie".

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszyscy trzej Goście najwyraźniej nie wyczaili clou notki Olgi

    a mianowicie sprowadzania tragizmu Powstania Warszawskiego do letniej przygody i zabawy w podchody - a na to wskazują zdjęcia z bloga gry i Krainy Planszówek. Dostarczenie jak największej liczby meldunków na czas, przy pomocy kumpli z podwórka i biegu kanałami.

    No super.

    OdpowiedzUsuń
  11. Olga, nie przejmuj się wtrętami i wyrzutami planszówkowych fanatyków. Oni tak zawsze - nawracają na siłe na te swoje planszówki, jakby to był jakiś 8 cud świata ;-) a nie po prostu jedna z wielu form popkulturowej rozrywki.

    Zaznaczyłaś, że nie zaglądałaś do pudełka, oparłaś swoją opinię i refleksję na samym spotkaniu z produktem - pewnie po tym, jak zauważyłaś go na sklepowej półce. Masz prawo do takich refleksji, bo przecież pewnie i dziesiątki innych klientów ma podobne refleksje i wątpliwości. Dlaczego nie pisać i o tym, co - nawet jeśli zaledwie po powierzchni, ciurka po czołach naszego społeczeństwa. Moim zdaniem to nie twój problem, że gra cię nie przekonuje, że masz wątpliwości co do doboru tematyki. To jest problem wydawnictwa w tym wypadku akurat Egmontu, żeby przekonał do tego ludzi, jeśli chce, żeby kupili jego produkt - no i samego autora. Podejrzewam, że jeden z powyższych komentarzy pochodzi właśnie albo od wydawcy, albo od autora, względnie od tzw. krewnych i znajomych królika. Nie brzmi to ani ładnie, ani miło, ani przyjemnie i nie zdziwię się jeśli teraz tym bardziej po grę nie sięgniesz ;-) Jadą jak dziki walec. A szkoda, bo takim obrażonym tonem psują nawet tę krztynę racji, którą sami mają.

    Inna rzecz, że wydawnictwo Egmont ręka w rękę z autorem Miłuńskim - tym od "Małych Powstańców", a teraz także od "Na Grunwald" - poczyna sobie coraz bardzo komercyjnie z naszymi rocznicami i historią. A gry wcale takie wybitne nie są. MP dają taki feeling jak gry z lat 80-tych, więc wcale im tak daleko od chińczyka nie jest, nawet jeśli mechanika rości sobie prawo do jakiś smaczków, a i Na Grunwald jest przereklamowana.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hmm wracając do produktu historycznego, wydaje mi się, że wszystko co ma uświadamiać Polaków i pogłębiać patriotyzm, musi stać się produktem historycznym - szczególnie w dzisiejszych czasach natłoku informacyjnego.

    OdpowiedzUsuń
  13. W ramach uściślenia: czytałam całego bloga autora poświęconego grze. Doceniam ogrom pracy i dbałość o realia historyczne. Rozumiem, że nowoczesne gry są medium, a nie zabawkami. Nie odpowiada mi tematyka gry, przedstawiająca Powstanie jako przygodę dla dzieci, jako bohaterów wykorzystująca dzieci, które w Powstaniu najczęściej ginęły. Nie wyobrażam sobie, jak miałabym się w to bawić z moimi dziećmi, ponieważ może to być punkt wyjścia do dyskusji, ale raczej dla dorosłych - nie bardzo rozumiem, jak miałabym wtajemniczać dzieci we wszelkie niuanse oceny powstania, jego zasadności i poniesionych ofiar, skoro jest to dyskusja, w której nie ma łatwych odpowiedzi. I paradoksalnie nie jestem za tworzeniem cukierkowej wizji świata, w którym nie ma zła, wojny i nikt nie ginie, ale pozytywny mit heroicznego zrywu, który coraz bardziej utrwalany jest w zbiorowej świadomości, wyjątkowo mi nie odpowiada, tym bardziej, że mieszkam na Woli i codziennie spacerując z psem po parku widzę tablice upamiętniające tysiące zwykłych mieszkańców, którzy na pewno nie traktowali Powstania jako okazji do bohaterskiego dostarczania poczty z punktu A do B.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Olga - w ten sposób można chyba odnieść się do wszelkich dzieł kultury "ku pokrzepieniu serc". "Krzyżacy" pokazują piękną, prawie bezkrwawą bitwę z pieśnią na ustach, a dla pojedynczego wojaka to była wyłącznie masakra, flaki i krew. Powstanie Warszawskie było bezsensowną walką, w której zginął kwiat polskiej inteligencji - ale zamiary były szczytne, heroiczne wręcz, a poświęcenie tych ludzi - olbrzymie. W wymiarze strategicznym nie jest to coś, co można pochwalić, ale w wymiarze indywidualnym - z całą pewnością wiele postaw godnych naśladowania a przynajmniej uświadomienia. I pretekstem do tego może być gra planszowa, może być Hardkor 44, może być MPW.

    To Ty, jako rodzic, wybierasz o czym i jak rozmawiasz z dzieckiem. Gra ani za Ciebie tego nie załatwi ani nic Ci nie narzuca. Twoją odpowiedzialnością jest uświadomić swoje dziecko, że heroizm pięknie wygląda na filmach, ale to bardziej pot i łzy, często w złej lub głupiej sprawie, a nie piękna przygoda. Jednak bez postaw heroicznych też daleko nie zajdziemy - więc nie skreślaj ich tak bardzo jako popkulturowego kiczu.

    Piszesz, że to bardziej rozmowy dla dorosłych - a mi się wydaje, że jednak warto rozmawiać także z dziećmi na tematy trudne. Jasne, że nie z 4-latkiem i zawsze na poziomie dziecka, ale warto. Jednak warto też budować w nim trochę idealistyczne podejście do świata - swoją dawkę cynizmu jeszcze dostanie od życia.

    W Małych Powstańców nie grałem. Gram za to w gry strategiczne, gdzie w wojnach giną całe wirtualne narody - i jakoś nie czuję się z tym źle :P

    PS: Trafiłem do Ciebie z forum: http://www.gry-planszowe.pl/forum/viewtopic.php?f=3&t=11747 - więc możesz spodziewać się więcej komentarzy planszomaniaków :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Olgo, mimo wszystko nie rozumiem, jak możesz się wypowiadać na ten temat, skoro nie grałaś w te grę, nie zobaczyłaś jak reagują na nią dzieci, jakie dyskusje toczą się przy planszy, o co dzieciaki pytają, jakimi odpowiedziami raczą ich rodzice...
    Kurczę, nie wiesz nawet na czym ona polega(czytałaś instrukcję dostepną na stronach internetowych?)

    Twój wpis jest prostestem przeciwko światu, że nie jest idealny. W idealnym świecie nie mielibyśmy bowiem jednej, 'patriotycznej' wersji historii (a propos: skąd wiesz, że taką właśnie wersje prezentuje gra - czytałaś załączoną do niej broszurę historyczną?), tylko publicystyczne dyskusje roztrząsające obiektywnie wszelkie niuanse tamtych wydarzeń. W tym idealnym świecie, w polskich domach, zamiast rozmawiać o Dodzie i tańcach na lodzie, toczyłyby się dysputy na wysokim poziomie, a ludzie - zamiast plazmowych telewizorów, gromadziliby książki Heideggera, Hawkinsa, Tichnera, Lema, Daviesa... Jasne.

    Ale świat nie jest idealny. Rządzi nim komercja, MTV i Kapitan Bomba, niezaleznie od tego, jak bardzo się z tym nie zgadzasz. I można się z tym nie zgadzać i nadąsać się na swoim blogu - tak jak Ty, a można spróbować mówić do ludzi ich językiem.
    Nie rozumiem, dlaczego - w pewien zawoalowany sposób, ale jednak - szydzisz z osób, które stworzyły świetne narzędzie dla edukacji nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Narzędzie do spędzenia wolnego czasu razem, wspólnie, przyczynek do dyskusji wykraczającej poza standardowe: 'A co tam w szkole?' - 'A nic - stara bieda'

    Jesteś pedagogiem? Pracowałaś z młodzieżą? Wiesz, w jaki sposób rodzi się zainteresowanie historią?
    Jesli jesteś, powinnaś wiedzieć, że najważniejsze, to zainteresować. Zaczepić na haczyk. Potem idzie już łatwiej. Każdy z nas poznawał w szkole historię, która potem okazywała się konglomeratem mitów, narodowych kompleksów i propagandy. Nie przeszkadza to nam później w kontynuowaniu edukacji na studiach wyższych, albo samodzielnie - poszukując prawdy w licznych książkach, i odkrywaniu, że tak naprawdę to jest kilka szkół historyznych, kilka interpretacji wydarzeń, że to nieprawda, tamto - przekłamanie, a jeszcze co innego jest zwykłym mitem. Ale żeby w ogóle ktoś kiedyś sięgnał po te książki, żeby chciał w ogóle poszukiwać odpowiedzi na pytania, trzeba mu zaszczepić jakieś zainteresowanie tematem. Trzeba mu w ogóle pokazać, że temat istnieje.

    Z Twojego wpisu wynika, że nie masz dzieci. Wierz mi, optyka rodzica się zmienia. Obserwowanie jak dzieciaki chłoną świat, jak wiele chca o nim wiedzieć, jak krystalizują się ich zainteresowania - jest... niesamowite. I nie mów mi, proszę, że przekazywanie wiedzy o Powstaniu za pomocą gry planszowej jest pozbawione sensu, bo przecież powstanie to trudny temat, wiele wątpliwości, dylematów, wielka ludzka tragedia... Na tej samej zasadzie moglibysmy zniszczyć KAŻDY temat: chcesz być pilotem? Synku, jak mam Ci o tym opowiedzieć, skoro to bardzo skomplikowany temat, wymagający rozległej wiedzy z zakresu aerodynamiki, meteorologii i elektroniki, a poza tym czasem przydarzają się katastrofy i giną ludzie. Podoba ci się jak grają piłkarze? Chłopcze, jak mam ci o tym opowiadać, skoro cała ta piłka to jedno wielkie bagno - ci kupują mecze, inni oszukują, jeszcze inni łamią na boisku nogi rywalom, a poza boiskiem sypiają z ich żonami.

    Pozdrawiam

    Bartek

    OdpowiedzUsuń
  16. Tak sobie czytam komentarze...

    Jeden z Anonimowych napisał: "Inna rzecz, że wydawnictwo Egmont ręka w rękę z autorem Miłuńskim - tym od "Małych Powstańców", a teraz także od "Na Grunwald" - poczyna sobie coraz bardzo komercyjnie z naszymi rocznicami i historią."

    hm

    jasne

    Można podejść do tego w ten sposób: 'Fajnie, że ktoś dał mi do ręki ciekawe narzędzie, dzięki któremu moge spędzić czas z dzieckiem,z rodziną, ze znajomymi, i pogadać o historii, w miarę dobrze się przy tym bawiąc'

    ale nie - lepiej mysleć tak: 'Nieźli 'cfaniacy' w tym Egmoncie. Chcą mnie oskubać z kaski pseudogrami o naszych polskich historycznych wydarzeniach - ale nie trafili na naiwnego! Nie uda im się!'

    :)

    Cóż - osąd obu postaw pozostawiam odwiedzającym tego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Chcesz być pilotem? Chcesz być piłkarzem ? -świetne porównanie... - Chcesz byc powstańcem ?
    Wydaje mi się, że żadne dziecko nie marzyło o zostaniu powastańcem i nie była to kwestia wyboru, więc czemu porównujemy tu "kim chcesz być w przyszłosci" do czegoś takiego ?

    OdpowiedzUsuń
  18. Czy komiksy o powstaniu wydawane przez MPW również uważasz za nieodpowiedni nośnik dla tego tematu?

    OdpowiedzUsuń
  19. Urszulo, wydaje Ci się.

    Dzieci chca zostac policjantami, złodziejami, komandosami... I powstańcami moga chcieć zostać. Nawet lepiej, bo można z nimi o tym pogadać, opowiedzieć, rozbudzić ich wyobraźnię.

    Co mówisz dziecku, które chce zostać policjantem? Że będzie zarabiał mało, i że będa za nim wołali 'pies' na ulicy? Że będzie zbierał brudnych pijaków z ulic, tarmosił się z agresywnymi dresami, badał trupy topielców? że prawdopodobnie od tego wszystkiego dostanie jakiejś korby, zona go zostawi, będzie alkholikiem, a być może odbierze sobie koniec końców życie ze służbowej broni?

    Tak jak napisał Nataniel: swoją dawkę cynizmu dzieciak jeszcze w zyciu dostanie.

    Bartek

    OdpowiedzUsuń
  20. w uzupełnieniu:

    Wiem, chodziło Ci o tamte dzieci - z Powstania. I tu również 'wydaje Ci się'. Latem 1944 roku, nastroje warszawskiej ulicy były bardzo optymistyczne i bojowe. Czy myslisz, że dzieciaki garnące się do Szarych Szeregów przed Powstaniem robiły to, bo liczyły na kolonie w Zakopanem i leśną szkółkę? Nie - chciały bić Niemca.

    OdpowiedzUsuń
  21. Filip Miłuński27 lipca 2010 10:51

    Ciekawa dyskusja. Tak, spotykałem się już kilkakrotnie z tego typu opiniami o grze. Zwykle są to opinie wypowiadane właśnie przez osoby, które gry na oczy nie widziały. Wyrażają wydaje mi się w ten sposób swoją opinie o tym, jak powinniśmy prezentować historię dzieciom i jak mówić o sprawach trudnych. Rozumiem taką opinię i ją szanuję. Natomiast wydaje mi się że gra jest tu pretekstem i jest mieszana z błotem poniekąd "przy okazji" jak obrazek w telewizyjnym newsie, przykład...;(

    Ja osobiście wychodzę z założenia, że warto dostosowywać formę wypowiedzi do odbiorcy. Że strategia "na baczność" zniechęca tylko. Że lepsze jest robienie gry, która sprawi że człowiek pójdzie do muzeum, sięgnie po jakąś książkę, sam sprawdzi co i jak, nawet jeśli ta gra nie oddaje realiów wydarzenia bo nie pokazujemy na okładce trupów tylko kolorowy obrazek.

    Jestem ciekaw jaki sposób Olgo byś proponowała żeby zainteresować młodych ludzi tematem powstania. Dużo lepiej oceniłbym twoją notkę i chętniej włączył się do dyskusji gdybyś oprócz krytyki czegoś, z czym jedynie pobieżnie się zapoznałaś, zaproponowała jakąś alternatywę.

    I na koniec: samo to że trwają takie dyskusje jest dla mnie dowodem że warto robić gry również na takie tematy.:)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. W "Pamiętniku z Powstania Warszawskiego" mało tego optymizmu i bojowości wśród ludzi ulicy. Ale skoro dzieci chciały bić Niemca, to fantastycznie, to bardzo dobre zajęcie dla dzieci.
    Do komiksów powstańczych odniosłam się w samym poście, linkując informację o obecnej edycji. Jeżeli było to za mało jasne - nie jestem zachwycona konkursami MPW, chociaż zdarzają się w nich komiksy skłaniające do dyskusji.
    Co do zarzutów Anonima(Kurczę, nie wiesz nawet na czym ona polega(czytałaś instrukcję dostepną na stronach internetowych?)- czytałam, piszę o tym w jednym z komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Filip Miłuński - nie chcę proponować alternatywy, bo właśnie nie mogę zrozumieć, dlaczego to Powstanie Warszawskie ma być tematem, którym należy szczególnie interesować dzieci. Jest ono, jak widać po komentarzach, tematem bardzo kontrowersyjnym, wciąż obudowywanym znaczeniami i emocjami, często właśnie tak naiwnymi jak "dzieci chciały bić Niemca". Uważam, że Powstanie to fakt historyczny, i należy przedstawiać je obiektywnie: cele, przebieg, skutki i konsekwencje,bieżące i długofalowe. Drażni mnie nadawanie temu wydarzeniu wyjątkowej rangi i konstruowanie mitu "ku pokrzepieniu serc" w XIX -wiecznym duchu. Gra w moim odczuciu (do którego mam prawo także bez jej kupowania i studiowania, po prostu jako klient widzący towar na półce i decydujący o jego wartości na zasadzie kupić-nie kupić) wpisuje się w ten nurt. Śmierć dzieci w Powstaniu, które nie było koniecznością militarną a raczej polityczną, zawsze wydawała mi się czymś okrutnym i bezsensownym. Dlatego tak oburza mnie wykorzystanie ich w grze.
    Jest to natomiast moja czysto subiektywna opinia i daleka jestem od twierdzenia, że gra może komuś zaszkodzić, czy powinno się ją wycofać z rynku (bo takie analogie widziałam na forum). Ja bym jej jednak nie kupiła.

    OdpowiedzUsuń
  24. a ja tam wolę mimo wszystko chińczyka

    OdpowiedzUsuń
  25. Olgo, wybacz, ale zupełnie nie rozumiesz.

    Nie chcę rozpętywac dyskusji historycznej, choć mocno mnie korci żeby odpowiedzieć Ci źródłowo, punkt po punkcie, na zarzut, iż przytaczanie poczucie chęci 'bicia Niemca' przez warszawską ulicę jest komentarzem 'naiwnym'. Chętnie bym tez wyjasnił, jaką wartość dla historyka mają 'Pamiętniki...' Białoszewskiego, i czy aby na pewno dobrze je odczytujesz. Nie w tym jednak rzecz.

    Chcę zwrócić uwagę na co innego - piszesz bowiem: "Drażni mnie nadawanie temu wydarzeniu wyjątkowej rangi i konstruowanie mitu "ku pokrzepieniu serc" w XIX -wiecznym duchu."

    Oczywiście. Mnie również.

    Ale tu zupełnie nie chodzi o 'pokrzepienie serc'. Nie chodzi o mitologizowanie kogoś czy czegoś. Moje poglądy, czy poglądy Filipa na sens i zasadność Powstania nie mają tu nic do rzeczy. Ja nie chcę dziecka wychowywać na jingoistę, nacjonalistę, 'obrońcę krzyża' itp. Ja po prostu chcę żeby wiedziało, że był taki fakt historyczny jak Powstanie. I tak, brały udział w nim dzieci. To też fakt. I tak, była to wielka tragedia, a wojna jest zła. Ale chcę, żeby o tym wiedziało, chcę żeby w głowie powstawały mu pytania, na które kiedys może wspólnie poszukamy odpowiedzi, gdy dorośnie. Czy to źle?
    Czy to źle, że zagram z nim w grę, dzięki której będziemy mogli porozmawiać? Dzieki której samo będzie miało przez moment poczucie uczestnictwa, a przez to bardziej emocjonalnie podejdzie do tematu, mocniej go zapamięta?

    Nie rozumiesz dlaczego Powstanie ma być tak interesującym tematem? Ano właśnie dlatego, że w nim ogniskują się wszystkie nasze narodowe cechy, że jest tak kontrowersyjne i niejednoznaczne. Właśnie na przykładzie Powstania, znakomicie można uczyć historii Polski, ze wszystkimi jej wzlotami, upadkami, z błędami i pompowanym patriotyzmem (takie to były czasy - czy tego chcemy, czy nie)

    "Uważam, że Powstanie to fakt historyczny, i należy przedstawiać je obiektywnie: cele, przebieg, skutki i konsekwencje,bieżące i długofalowe." - świetnie. Ale dlaczego tak krzywo patrzysz na znakomity powód do takiej dyskusji, jaką jest planszówka i wspólne spędzenie czasu nad nią?

    A pomyślałaś, że gra sprzeda się także na świecie, i że gdzieś w USA, w Anglii, w Hiszpanii, jakieś dziecko zapyta się czym było to Powstanie i dlaczego w ogóle walczono?
    Tak samo jak być może moje dziecko zapyta się kiedyś: 'A co się właściwie stało 2 maja w Madrycie?
    (http://www.boardgamegeek.com/boardgame/36522/2-de-mayo)

    I żeby było jasne - ja nie chce Cię przekonać do kupna gry, zostania miłosniczką planszówek etc. Ja bym po prostu bardzo chciał, żebyś w wyniku tej dyskusji, przestała być 'oburzona wykorzystaniem śmierci dzieci w grze', a zaczęła postrzegać grę jako pewną formę edukacji, czy wręcz upamiętnienia wysiłku tych dzieciaków.

    Bo niestety, nie da się uciec od naszej historii. Od tych wszystkich bardziej lub mniej sensownych powstań, cierpienia, tragedii. Nie da się uciec od dyskusji o tym. albo inaczej - da się uciec, ale wtedy przestajemy być Polakami, a ograniczamy nasza egzystencję do bycia targetem koncernów spożywczych, elektronicznych, samochodowych (planszówkowych? :D).
    Tego bys chciała?
    Co złego w tym, że powstają nowe formy opowiadania historii?

    Bartek

    OdpowiedzUsuń
  26. Chętnie poczytam co Olga ma do powiedzenia na wszystkie pytania Bartka a nie tylko na wybrane, które są jej wygodne i łatwe do odparcia.

    OdpowiedzUsuń
  27. Co tu owijać w bawełnę, Powstanie Warszawskie rzeczywiście obecnie jest produktem. Dlatego m.in. powstało efektowne muzeum i znajdujący się w nim sklep z gadżetami.Łatwiej jest wypromować i sprzedać grę o takim wydarzeniu, niż o jakiejś bitwie pod Płowcami.Nie potępiam tego, ale też nie przekonują mnie teksty o potrzebie edukowania dzieci planszówką, o niemal altruistycznych zamiarach autora i wydawcy. Tutaj nie ma co dorabiać ideologii, autorzy tego projektu po prostu wykorzystali fakt, że Powstanie Warszawskie jest na topie. Zresztą to samo zrobili z bitwą pod Grunwaldem, a jak za kilka lat się okaże, że Powstanie Wielkopolskie jest trendy, zrobią planszówkę również na ten temat. Wg mnie, nie ma w takim działaniu niczego nagannego, dopóki nie wmawia się ludziom, że oto przychodzimy do was z kagankiem oświaty i przede wszystkim zależy nam na szerzeniu wiedzy historycznej wśród dzieci.

    OdpowiedzUsuń