czwartek, 27 sierpnia 2009

A fistful of...

W dniu dzisiejszym prezentuję komiks "Śmieć i dziewczyna", w którym oddaję hołd wyjątkowemu poczuciu humoru mojego taty, które towarzyszyło mi nieustannie przez 26 lat.



Z innych epokowych wydarzeń, udaliśmy się z Danielem do Poznania na koncert Radiohead (dziękujemy Justynie i Michałowi za najbardziej komfortowy transport z możliwych), o którym zapewne napisze coś Daniel. Ja znam się na pisaniu o muzyce jak na stepowaniu po trawniku, parafrazując Franka Zappę. Ograniczę się do stwierdzenia, że widząc wejście Thoma Yorka na scenę czułam się jak w dniu, kiedy po raz pierwszy (i póki co, ostatni) zobaczyłam na własne oczy delfiny. Prawie się popłakałam. Inna refleksja: w Poznaniu jest niedorzecznie dużo świateł na przejściach dla pieszych.

Na zdjęciach odpowiednio: ja i najdroższa woda w Poznaniu, ja, Absolutna Menda Deadline'owa oraz inna menda, która ukradła nam punktum.





Poza tym:
- będę w nowym Kolektywie
- z użyciem niewolniczej pracy Daniela kończę powoli Essex County
- a z użyciem własnej zamierzam zrobić sześć kolorowych plansz w trzy dni do Łodzi
- polecam bloga Wondera, prawdziwego konesera warszawskich falafeli i wielkiej nadziei białych w zakresie wzornictwa koszulkowego.
- poza tym jestem podejrzanie szczęśliwa. Pewnie mam raka.

niedziela, 23 sierpnia 2009

Spotkanie nad morzem




Witam ponownie, jest niewymownie.
Tydzień temu wróciłam znad morza, ale nie ma biura - nie ma internetu, więc dopiero dziś prezentuję pierwszą część wyjazdowego urobku, wykonaną w bólach między literowaniem "Essex County" a przysmażaniem się na plaży. Coming up: "Śmieć i dziewczyna" oraz jedna z plansz do "Kolektywu". Pozostańcie w dotyku.

PS. Fotorelacji z urlopu nie będzie, gdyż udało mi się zgubić aparat już pół godziny po przyjeździe na Hel. Sama siebie podziwiam.

wtorek, 4 sierpnia 2009

How to disappear completly

Jadę wreszcie na wakacje, pracować jak wściekła na innych niwach, że tak powiem.
Wracam za dwa tygodnie jako zupełnie nowy człowiek, a do tego czasu nie mam internetu, więc jeżeli ktoś czegoś ode mnie chce (w co wątpię), niech dzwoni na komórkę.
Nas tam nie chce być!
Do zobaczenia.

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

MPO wieczorową porą

Zacznę od pięknego plakatu, który do moich wyszukanych słów zaprojektował Daniel, tracąc część pikniku na Kabatach:



Niestety, ponieważ z owego pikniku wróciłam dopiero o 15.30 dnia następnego i to w dodatku w nieciekawym stanie i z menelską opalenizną, którą dostrzec będzie można w dalszej części relacji, nie rozwiesiłam ogłoszeń i nie kupiłam ciastek. Oficjalnie przepraszam więc Daniela za moje wstrętne zachowanie.

Konsekwencją tego była skromna frekwencja na samej akcji: Wonder jako członek z ramienia MPO, ja jako ja, Ula, Kuba i Daniel jako widzowie, trzy osoby z Superstacji jako media i Bolek jako pies.

Udajemy się w stronę opuszczonych fontann, w których dostrzegłam kiedyś w szaleńczym widzie kwietniki. Wonder dzielnie niesie 50 litrów ziemi:



Urocze słoneczne popołudnie, walczę z kacem:



Zgodnie z zaleceniem, które zawsze słyszymy od Jacka Ystada, udajemy, że nam się podoba, a Bolek zostaje gwiazdą telewizji:





Pod czujnym okiem kamery i Daniela sadzimy aksamitki, rozmaryn i lawendę





A ja nadal walczę z kacem i doznaję istnego słowotoku, chociaż tak naprawdę nie do końca wiem, co mówię, o czym mówię i jaki jest szerszy zamysł mojej wypowiedzi (co jednak spotyka się z uznaniem w oczach dziennikarki, którą najbardziej zachwyca ignorancja Wondera w zakresie... wszystkiego, co dotyczy MPO).





Kuba jest kwiaciarką, sprzedaje tu róże:



Na koniec powiedzieliśmy jeszcze mnóstwo rzeczy, o których nie mamy pojęcia i można już było oddać się kontemplowaniu wykonanego dzieła:








Lokalni mieszkańcy byli bardzo zainteresowani całym przedsięwzięciem:




Ale kiedy wracaliśmy na zasłużony odpoczynek przy herbacie i ciastkach, okazało się, że (jeszcze wczoraj stała w lesie, dzisiaj przyszła do nas) nieśmiało włączyli się jednak do akcji:



Dziękuję wszystkim za przybycie, Uli za zdjęcia, Wonderowi za przyjęcie do partyzantki, Danielowi za wyrozumiałość, i tak dalej i tak dalej.
Ou, that was FUN, jak mawiał pan Patafian z Monty Pythona.

Facebook bawi, uczy wychowuje



A z innych rzeczy: wkrótce tradycyjna już fotorelacja poweekendowa, komiks dla Kolektywu powstaje w wielkich bólach związanych z brakiem czasu, a pojutrze wreszcie na urlop, gdzie nadal będę ciężko pracować, a wy sobie ode mnie odpoczniecie, jak to uprzejmie zauważył Daniel...