wtorek, 21 czerwca 2011

Porter, ale pies, a nie John



Nastał czas eksperymentów z nowym szablonem bloga. Na razie kiepsko wygląda nagłówek (reprezentatywna próbka odbiorców złożona z Roberta Sienickiego), ale namaluję sobie nowy.

Powyżej komiks dla Agaty Golec, tłumaczki dobrej i ofiarnej, dzięki której mogłam w Izraelu wygłosić mój referat w angielszczyźnie konferencyjnej, a nie potocznej.

ENGLISH VERSION:
1. Today I'm visiting Asia and Agata. They're not lesbians. They're sisters.

2. In their place there's a secret kitchen window with a view of the bedroom, and the fridge where you can go dirty with letters.

(on the frigde) where's food scum

3. Also, they own a lovely puppy that made my New Year's Eve.

Olga: Awwwww cutie cutie
Porter: Let me sleep, will you?

4. It's oh so quiet here...

5. 20h30 Knock knock etc.
And no one's answering.

6. Porter: Yes?
Olga: Hello, dog. My, my, you are big now!

7. Porter: Get to the point, please.
Olga: Girls at home?

8. Porter: Yep.
Olga: And they are... where?

9. Porter: And they' are... HERE!

10. Agata: Did you at least bring some wine?

THE END

2 komentarze:

  1. Nie wierzę, że ten pies był taki duży.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze byłeś człowiekiem małej wiary.

    OdpowiedzUsuń