piątek, 22 maja 2009

Odmiana masochizmu nr 1




Historia ta w rozmaitych wariacjach powtarza się do kilku razy w tygodniu.
A ja naprawdę chciałabym posiedzieć czasem w domu, napić się herbaty i obejrzeć film albo oddać się tresurze psa.
Wczoraj widziałam dwa jeże i złapałam gołą ręką ucho od garnka z gotującym się kompotem rabarbarowym. Sssssss....

8 komentarzy:

  1. kompot rabarbarowy - mmm... nie piłem tego od kilku lat już :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Kompot z maku gotuj, kobieto!

    OdpowiedzUsuń
  3. idę do ogródka, zerwę sobie rabarbaru. najlepszy jest na surowo maczany w cukrze. i potem jak przychodzą znajomi i słodzą cherbatę to w cukierniczce są takie fajne farfocle. i dzięki temu nikomu nie skacze już cukier. bardzo zdrowa rzecz ten rabarbar.

    OdpowiedzUsuń
  4. "cherbatę" .... fakenszit... plask

    OdpowiedzUsuń
  5. ach, ogródek...
    ja mam rabarbar z Carrefoura, leżał sobie z etykietą "Platforma Grójec", co mnie urzekło i w połączeniu ze wspominkami z dzieciństwa skłoniło do kupna.

    OdpowiedzUsuń
  6. przeoczywiste przezwykłe przepiękne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, to ja o 1.30 już myślę o tym, że tematy wszystkie się wyczerpały i chcę jak najszybciej do domu. Ale z resztą identyfikuję się w pełni. I nawet ten koniec w pamięci dzwoni.

    OdpowiedzUsuń